domingo, 11 de septiembre de 2016
viernes, 8 de julio de 2016
POZEW O ROZWÓD (LISTEM POLECONYM)
Jeśli nie mogę być Twym mężczyzną,
niech przynajmniej pewnego dnia
uda mi się zostać
Twym ulubionym pisarzem.
Wiele lat później, naprzeciwko plutonu egzekucyjnego, składającego się
wyłącznie z własnej żony, przypomniał sobie owo odległe popołudnie, gdy po raz
pierwszy usłyszał imię swej przepięknej kobiety, tak rzeczywiste i jednocześnie
tak magiczne. Był wówczas ledwie młokosem, zauroczonym życiem, pragnącym
przeskoczyć ponad przepaścią, która rozciągała się między jego lękami i
marzeniami.
Wrócił pamięcią do tego odległego momentu, gdy – zobaczywszy ją – odważył
się podjąć wyzwanie.
- Miłość to nie szaleństwo od pierwszego wejrzenia, miłość
się tworzy. Zbudować ja, poznać swą wybrankę, rosnąć razem, to wymaga wiele
czasu - rzekł - i dlatego mógłbym dzielić mój los z każdą kobietą, oddać się jej
całkowicie, jaka by nie była, by razem przeżyć pełne i szczęśliwe życie. Pod
jednym wszakże warunkiem - dodał - że
to będziesz Ty.
Roześmiała się na jego słowa.
- Nie mogę dzielić mego świata z tylko jednym mężczyzną, odpowiedziała szczerze, dodając że pociągała ją wolność.
Wbrew temu, właśnie tak uczyniła. Wybrała
go i została z nim, zdradzając go tylko od czasu do czasu. Nawet specjalnie się
z tym nie ukrywając. Pomimo tego, a być może właśnie dlatego, kochał ją jeszcze
bardziej.
Tamtej nocy, tuląc ją czule po pełnej pasji, intensywnej bliskości,
zdecydował się odjeść. Powód? Jego kobieta czytała za dużo, za często chodziła
do kina, spacerowała regularnie pustymi ulicami w towarzystwie księżyca,
tańczyła z obcymi w taki sposób, że nie byli w stanie jej zapomnieć, budziła
się każdego dnia z nadzieją, że to właśnie dziś… Była wolna i szalona. Wystarczająca
przyczyna, by żądać rozwodu z winy współmałżonki przed jakimkolwiek trybunałem.
Tym niemniej był jeszcze jeden powód, którego nie można było zawrzeć w pozwie
rozwodowym. Najbardziej szczera ze wszystkich, prawdziwa przyczyna klęski tego
wieloletniego małżeństwa. Imię jego żony przestało mu się podobać. Nadal było
tak rzeczywiste jak dawniej, lecz straciło swą magię. A wszak imię, które nie
ma w sobie magii, nie jest nic warte. Jego kobieta nazywała się Soledad Dolores Márquez.
Wina zawsze leży po obu stronach. Nie był w stanie oszukać samego siebie,
wiedział, że dorzucił swoje trzy grosze, by dotrzeć na owe rozstaje dróg, które
rozdzielą na zawsze kochanków przeszłości. To przez jego nieznośną radość,
ogień, jego wieczną wolę wygłupów, wrażliwość dziecka, która odbijała się w
jego oczach, serce zbyt młode dla świata wokół, przez jego pasję, która
prowadziła go przez życie tanecznym krokiem. Tak, on sam też był winny.
Zdecydował się rozstać na sto procent, pozostawić za sobą wszystko, co wcześniej
dzielili. Rozwód absolutny, z podziałem marzeń, bliskich przyjaciół, ulubionych
miejsc, największych przysmaków, najczęściej słuchanych piosenek. Bez
półśrodków. Rozwód ostateczny i całkowity. Dobrze przemyślany krok, bilet w
jedną stronę. Skok w przód znad skraju przepaści.
Przyjęła nowinę z godnością i spokojem, w harmonii, którą cieszy się tylko
ten, kto już przeżył, to co w życiu jest do przeżycia, dzielił wiele i kogo doświadczenie
nauczyło miłości. Zaakceptowała koniec bez jednego wyrzutu. Pokłócili się
wyłącznie o wspomnienia, każde z nich chciało zachować dla siebie najlepsze;
puste plaże letnich nocy, księżyc w pełni pocałunków o smaku dojrzałych owoców
mango, śpiew ptaków, które zazdrościły im melodii ich własnej pasji. Oboje
chcieli pobyć się złych chwil, deszczu, który od czasu do czasu płynął z oczu i
zatapiał całą podłogę, chmur, które z rzadka zakrywały błysk w oku, ataków zdesperowanego serca
powodowanych bezpłodnością Soledad.
Tak, on też ją zdradzał. Z różnymi kochankami, z którymi zostawał na długo.
Kochał je, tym niemniej nigdy nie był w stanie porzucić swego małżeństwa, uciec od
tej najgłębszej i najbardziej naturalnej więzi, jakiej dane jest doświadczyć
każdemu. Nigdy, aż do dziś.
O zasadach rozwodu został poinformowany dobrze. Po pierwsze, rozstanie jest
pierwszym krokiem istnienia. Po drugie, żeby się odrodzić, trzeba najpierw
umrzeć. Nie były to reguły zbyt zachęcające, tym niemniej był gotowy na rozwód
niezależnie od ceny. Włącznie z tym, że zapłacił niemałą fortunę nobliwemu
adwokatowi w ciemnym garniturze, by ten zrobił jak najstaranniej to, co do
niego należy. Powiedziano mu, że – pomijając trudności emocjonalne – sprawa jest
czystą formalnością, typowym przypadkiem opartym o uzasadnione argumenty.
Obiecano mu szybkie i niezbyt bolesne rozwiązanie, bez niepotrzebnych
konfrontacji.
I jedynie mały szczegół powodował jego bezsenność. Nie sposób nie zauważyć,
że wymiar sprawiedliwości w naszym kraju funkcjonuje nie całkiem dobrze. Dzień
za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem, termin rozprawy wciąż nie był
wyznaczony. Zdaniem adwokata, tego kłamliwego i skorumpowanego syna swej matki,
sprawa nie została nawet przydzielona żadnej sędzi, która chciałaby ją
rozpoznać. Było tak, jak mu wyjaśniono, z dwóch powodów. Po pierwsze, znikoma
ilość pozwów rozwodowych paradoksalnie spowalniała postępowanie w jego sprawie.
Po drugie, każda sprawa o ostateczny rozwód zasługiwała na to, by rozpoznano ją
z miłością. A jak to wyjaśnił lata wcześniej on sam, zbudować miłość wymaga
wiele czasu.
Tak więc czekał, choć uznać się za kompetentną do rozpoznania sprawy,
zostawić swój podpis i pieczęć, otwierając nową drogę w jego życiu, mogła to
wszystko uczynić każda sędzia w kraju. Jakakolwiek. Pod jednym wszakże
warunkiem…
Soledad Dolores Márquez, z hiszpańskiego - Samotność
Ból Márquez, aluzja do kolumbijskiego pisarza – noblisty Gabriela Garcíi Márqueza, tworzącego
w konwencji realizmu magicznego autora między innymi Stu lat samotności (Cien años de soledad). Tekst opowiadania w
kilku miejscach nawiązuje do owej książki.
PETICIÓN DE DIVORCIO (POR CARTA DE DOCUMENTO)
Si
no puedo ser tu hombre,
que
por lo menos algún día
logre
ser tu escritor favorito.
Muchos años
después, frente al pelotón de fusilamiento que constaba solamente de su esposa,
había de recordar aquella tarde remota en que por vez
primera escuchó el nombre de su bellísima mujer, tan real y a su vez mágico.
Era entonces un joven ilusionado por la vida, con la aspiración de saltar por
encima de un abismo que separaba sus miedos y sus sueños.
Su memoria volvió a ese momento lejano, cuando -al verla-
tomó coraje y la encaró.
- El
amor no es una locura a primera vista, el amor se construye. Lleva mucho tiempo
desarrollarlo, conociendo a su cónyuge y creciendo juntos -le dijo- y por eso
podría compartir mi vida con cualquier mujer, entregarme plenamente a ella, sea
como sea, para crear juntos una vida feliz y plena. Con una sola
condición -agregó- que seas tú.
Se rió de sus palabras.
-
No puedo compartir mi
vida con un solo hombre, respondió
honestamente, agregando que le gustaba la libertad.
Sin
embargo lo hizo, lo eligió a él y se quedó con él engañándolo sólo de vez en
cuando. Sin ocultarlo mucho. A pesar de eso, o quizás exactamente por eso, la
amaba todavía más.
Aquella noche, abrazándola tiernamente después de una
intimidad apasionada e intensa, decidió separarse. ¿La causa? Su mujer leía
demasiados libros, miraba demasiado cine, caminaba a menudo por calles vacías
acompañada sólo por la luna, bailaba con extraños de tal manera que nunca
podían olvidarla, se despertaba cada día con la esperanza de que sea hoy... Era
una mujer libre y salvaje. Razones suficientes para pedir el divorcio por culpa
de la cónyuge ante cualquier tribunal.
No obstante, hubo un motivo más que no se podía indicar en la
petición del divorcio. La más honesta, la verdadera causa del fracaso de ese
matrimonio de muchos años. El nombre de su esposa no le gustaba más. Seguía siendo muy real, sin embargo
perdió su aspecto mágico. Y que vale un nombre que no tiene magia.
Su mujer se llamaba Soledad Dolores Márquez.
La culpa siempre la tienen los dos. No podía engañarse, sabía
que también él aportó su grano de arena para llegar a esa bifurcación de
caminos que aleja para siempre a los amantes del pasado. Fue su inaguantable
alegría, su fuego, su voluntad de jugar, la sensibilidad de un niño que se
reflejaba en sus ojos, su corazón demasiado joven para el mundo que lo rodeaba,
su pasión por bailar la vida. Sí, él mismo también fue culpable.
Decidió hacerlo al cien por ciento, dejando atrás todo lo que
compartían. Una separación completa, con
división de sueños, amigos cercanos, lugares preferidos, platos favoritos,
canciones más escuchadas. Sin cosas intermedias. Separación definitiva y total.
Un paso bien pensado, sin vuelta atrás. Un salto adelante desde el borde del
abismo.
Ella, al enterarse, lo tomó con dignidad y calma, con la paz
que sólo tiene uno que ya vivió lo que hay que vivir en la vida, compartió
mucho y por sus vivencias se llenó de amor. Sin reprochar nada, lo aceptó. Se
pelearon únicamente por recuerdos, cada uno quería quedarse con los mejores,
con las playas vacías en noches de verano, con lunas llenas de besos del
sabor a mangos maduros, del canto de pájaros que les envidiaban a ellos las
canciones de pasión. Los dos querían deshacerse de momentos malos, de lluvias
que de vez en cuando salían de los ojos e inundaban el piso entero, de nubes
que raramente tapaban el brillo de los ojos, de infartos de desesperación que
ocurrían por causa de la infertilidad de Soledad.
Sí, él también la engañaba. Con varias mujeres que eran sus
amantes por tiempos bien prolongados. Las amaba. Sin embargo nunca estuvo
dispuesto a resignar de su matrimonio, a huir de ese vinculo más natural y más
profundo de cada ser humano. Nunca, hasta entonces.
Lo informaron sobre las reglas del divorcio.
Primero, que la separación es el primer paso de la existencia. Segundo, que
para renacer primero hay que morir. No fue muy esperanzador, sin embargo él estuvo
dispuesto a separarse a cualquier precio. Inclusive le pagó una fortuna a un solemne abogado de traje oscuro y triste para que hiciera su trabajo de manera diligente. Más allá de
las dificultades emocionales, le dijeron que era una pura formalidad, un caso
típico basado en una causa bien justificada. Le prometieron una resolución
rápida, poco dolorosa y sin confrontaciones innecesarias.
Sólo un pequeño detalle lo dejaba sin dormir. La verdad es que
el sistema judicial de nuestro país no funciona nada bien. Día tras día, mes
tras mes, año tras año, la fecha de la audiencia no estaba indicada. Según el
abogado, ese mentiroso y corrupto hijo de mala leche, ni siquiera se asignó la
causa a alguna jueza dispuesta a examinar el caso. Fue así, le explicaron, por
dos razones. Primero, la escasa cantidad de demandas de divorcio de manera
paradójica impedía el procedimiento en su causa. Segundo, cada separación
definitiva necesitaba estar considerada con amor. Y, como lo supo explicar bien
él mismo años antes, lleva mucho tiempo construir el amor.
Así que seguía esperando a pesar de que declararse competente
para aprobar la petición, dejando propia firma y sello, abriendo un nuevo
camino en su vida, lo podía hacer cada jueza del país. Cualquiera. Con una sola
condición...
Agradecimiento
por correcciones a Graciela M. Santos
y Mónica Huisman
jueves, 14 de abril de 2016
CHECK-OUT
Siguiente!
Buenas tardes, su documento por favor.
Y el otro también.
Póngalo aquí, en la balanza…
un poco mas arriba para que entre todo.
Hmm… 118 kilos.
Tiene que pagar por sobrepeso,
20 dolares por kilo, 38 kilos.
Entiendo, pero así son las normas, serían 760
dolares.
Puede sacar la ropa, este traje y zapatos pesan
por lo menos 40 dolares
…y todavía pueden servirle a Usted, buena
prenda.
Usted es el hijo?
Señor, para una digna despedida no es tanto,
sabe Usted, el dinero va y viene.
Y sólo se tiene un padre.
Muchas gracias.
Siguiente!
Agradecimiento
por corrección de texto a Marilina Rizzo
CHECK-OUT
Następny!
Dobry wieczór, Pana
dokument poproszę.
Ten drugi też.
Proszę położyć tutaj, na
wadze…
trochę wyżej, żeby się
zmieścił w całości.
Hmm… 118 kilo.
Musi Pan zapłacić za
ekstra kilogramy.
20 dolarów za kilo, 38
kilo.
Rozumiem, ale takie są
przepisy, razem 760 dolarów.
Bez tych ciuchów będzie
mniej, niezły garnitur, no i buty,
ważą przynajmniej 40 dolców.
… a Panu się jeszcze mogą
przydać, dobrej jakości rzeczy….
Pan jest synem?
Proszę Pana,
za godne
pożegnanie to wcale nie tak znowu dużo.
Wie Pan, pieniądze
przychodzą i odchodzą,
a ojca ma się tylko
jednego.
Dziękuję.
Następny!
Suscribirse a:
Entradas (Atom)

